Tu piszę o polityce i innych takich - Wojciech Szacki
Skopiuj CSS
poniedziałek, 19 września 2011
Głupoty tygodnia

Mój konkurs na najgłupszy tekst tygodnia był tajny. Uczestnicy nic o nim nie wiedzieli, choć pisali, jakby wiedzieli i bardzo zależało im na wygranej. Nie do pojęcia zresztą, ile można napisać o jednym cwanym, choć niezbyt mądrym członku jury niezbyt mądrego programu.

A oto mój wybór najgłupszych tekstów tygodnia:

Trzecie miejsce, ex aequo, zajmują bliźniacy mentalni - Sławomir Jastrzębowski (naczelny „Super Expressu”) za tekst „Czy redaktorów „Gazety Wyborczej” cieszą zwycięstwa szatana?” oraz pisujący w „Rzeczpospolitej” Krzysztof Feusette „Czym Bóg skrzywdził Was tak bardzo, że stajecie po stronie czciciela Szatana?”.

Na drugim miejscu zameldował się naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz za obnażenie koalicji biskupów z diabłem: „W sukurs zwolennikom prezydenta pospieszył SLD i hordy satanistów. Dołączyło do nich kilku biskupów. Nie wiem, co sobie załatwili, ale dzisiaj mają problem o wiele większy. Czy będą apelować o niewszczynanie protestów, gdy za nasze pieniądze, do naszych dzieci będzie przemawiać osoba pełniąca obowiązki rzecznika szatana?”.

A zwycięzcą został kandydat PiS na senatora Jan Żaryn, który tak oto broni prawa księży do popierania PiS: „Trudno by proboszczowie popierali satanistów lub te partie, które zezwalają na oddanie przestrzeni publicznej sługom szatana”.

PS Stanisława Żaryna, którego przez chwilę pomyliłem z Janem Żarynem - przepraszam.

Ten tydzień też zapowiada się interesująco. Choć ciężko będzie pokonać Michała Karnowskiego, który po raz n-ty napisał o psiej kupie we fladze. To już naprawdę wybitny specjalista od ekskrementów.

15:09, wojciech.szacki
Link Komentarze (3) »
sobota, 03 września 2011
Tygodnik wyborczy od Tuska do Kowala

Kampania w toku, liderzy pracują.

Donald Tusk we wtorek zmodyfikował pomysł z zieloną wyspą i na konferencji w Brukseli pokazał mail od Michała Boniego z mapą Polski (zieloną, a jakże) i zaznaczonym na niej wzrostem gospodarczym w drugim kwartale. Wyszło nowocześnie - bo mail - i młodzieżowo, bo był też emotikon oznaczający uśmiech. Megawypas, ziom! Choć złośliwi i tak mówili, że premier uciekł do Brukseli, żeby nie głosować za ministrem od dróg Cezarym Grabarczykiem, którego opozycja chciała odwołać.

Grzegorz Napieralski matkę wykorzystał w kampanii prezydenckiej, gdy zaprosił dziennikarzy na internetową z nią pogawędką w dniu mamy, w kampanii parlamentarnej przyszedł czas na córki. Szef SLD w środę ściągnął kamery do księgarni na kupno szkolnej wyprawki z okazji początku roku szkolnego (swoją drogą to szczęście, że kampania skończy się przed Wszystkich Świętych). Dziennikarze się kłębili, flesze błyskały, Napieralski brylował jak umiał. W zasadzie pełen sukces tego, jak to zgrabnie w SLD nazywają, eventu. Pech chciał, że dziewczynki przegrały z tremą i przestraszone tuliły się do taty. Przez ten detal cały event wziął w łeb i żeby nadrobić wizerunkowe straty Napieralski będzie musiał rozdać z milion jabłek.

Poczynania Waldemara Pawlaka najlepiej śledzić w TVP1, która, jak się okazało, PSL poświęca więcej czasu niż każdej innej partii.

A Jarosław Kaczyński? Jarosław Kaczyński w piątek całkiem już uwolnił się od działania tabletek, które brał w kampanii prezydenckiej i pod wpływem których powiedział "Dzisiaj warto używać tego słowa lewica, a nie postkomunizm", chwalił Gierka i czule potraktował Oleksego. Kaczyński zdrowy to co innego. - Niestety legalnie działają postkomuniści i nad tym boleję - powiedział ni w pięć, ni w dziewięć, bo komentując zbezczeszczenie pomnika w Jedwabnem.
Janusz Palikot dostał natomiast wsparcie Jerzego Urbana, co jest kolejnym ogniwem ewolucji wydawcy konserwatywnego "Ozonu".

A Paweł Kowal też coś dostał, mianowicie sondaż CBOS, z którego wynika, że większość Polaków go nie kojarzy. Tu 42 proc. Polaków może lekturę przerwać, pozostałym wyjaśniam, że Kowal to szef PJN. A co to jest PJN, to w razie potrzeby proszę wygooglać.

17:17, wojciech.szacki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lipca 2011
Karnowski vs Karnowski

Z zainteresowaniem śledzę braterską - co nie znaczy, że niezaciętą - rywalizację Michała i Jacka Karnowskiego o to, kto napisze jak najśmieszniejszy tekst w tonacji jak najbardziej serio.

Faworytem jest Michał, klasyk tego gatunku. Jego portret żelaznego kanclerza Jarosława Kaczyńskiego nadał nowy wymiar pojęciu dziennikarska wazelina.

Jacek kontratakował dopiero po latach. Ale jak! W tekście „Dziś runnerzy są panami Polski” kaście biegaczy...

Oni biegają, w nadziei że młodość może trwać wiecznie. A nawet w nadziei, że w wieku późnośrednim odmłodzą się na tyle, by na Paradzie nie wyróżniać się z tłumu młodych. Klasyczny przykład hybris - pychy, greckiego grzechu numer 1. Jak można tak ordynarnie rzucać wyzwanie boskim prawom?

... przeciwstawia siebie i innych, nielicznych niestety niezłomnych:

Dziś polską inteligencję jesteśmy my. Choćby było nas kilkoro. Choćbyśmy gnili na marginesie do końca świata. To nasz wolny wybór. Przecież w ich świecie moglibyśmy zrobić kariery. Moglibyśmy, gdyby nie kwestia smaku. Do trwania zachęca nas widok kolegów, co zgięli kolana i padli na twarz, dostając w zamian Magnezję.

OK., ale co to jest Magnezja? Czy chodzi o to, że biegacze piją magnez? A może chodzi o bitwę pod Magnezją? A może autorowi w uniesieniu magnezja pokićkała się z ambrozją?

W każdym razie Jacek postawił Michała w trudnej sytuacji. Wybrnął z niej jednak w pięknym stylu, sięgając po rekonstrukcję bitwy pod Grunwaldem:

Ale czy to na pewno cała męskość jaką można dziś dać światu? Jest coś zastanawiającego w tym jak chętnie przebieramy się w kostiumy historyczne by tam szukać przygody, odwagi, męskiego sprawdzenia się. Ale ilu z nas jest tam, gdzie wbrew dominującym nurtom (prawdziwa odwaga zawsze jest wbrew, niemal nigdy razem z wielkimi świata) trzeba zaryzykować? Kiedy kopią staruszki pod krzyżem? Prawdziwie męskiej przygody nie da się znaleźć będąc uległym na co dzień, a przebierając się od święta w historyczną maskę bohaterów. Znam kilka osób, które nie wyglądają na herosów, ale dzielnie stają, każdego dnia, pomimo szyderstw i utrudnień w pracy, w obronie wartości naszej kultury, tradycji, wiary i państwowości. Wiecie o kim mówię. Znam też kilka takich kobiet. Też wiecie o kim mówię. O tych ludziach myślałem przeglądając zdjęcia z Grunwaldu.

Ale coś mi mówi, że to nie wszystko, oni na tym nie poprzestaną. Jeśli potomni będą nam czegoś zazdrościli, to życia w erze Karnowskich.

11:17, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 czerwca 2011
Kto nie czyta, ten...

Dostałem wczoraj ostrego maila, który był tak zabawny, że muszę się nim podzielić. Napisał do mnie pewien socjolog w reakcji na mój tekst "Efekt Kamińskiego, czyli PiS w dół":
"Pana interpretacja spadku notowań PiS jako efektu Kamińskiego wydaje się zupełnie nieprawdopodbna, jeśli się weźmie pod uwagę, że obsada IPN szerokiej opinii nie interesuje tak mocno jak GW. Pana interpretacja wydaje się tez politycznie interesowna, gdyż jest zbieżna z ostrą kampanią, która GW prowadzi przeciw Kamińskiemu".
Początek maila mnie zaniepokoił, resztę czytałem już z opadniętą szczęką. Mój tekst dotyczył Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, a nie Łukasza Kamińskiego z IPN. Trudno nawet powiedzieć, że tę tożsamość jakoś skrywałem - pierwsze zdanie po tytule precyzowało, że chodzi o Kamińskiego z CBA.
Prowadzi to do wniosku, że sztuka czytania upada, a więc nie warto pisać. Wychodzi poza tym na to, że w tym miejscu mogę napisać już wszystko, bo czwarty akapit czytają już tylko fanatycy.

10:18, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 maja 2011
Notka dla czytelników zdziwaczałych

Lub chociaż dziwaczejących. Piszę ją, bo sam jestem dziwakiem, w każdym razie mam zadatki, a jednym z dziwactw moich jest kolekcjonowanie cudzych. Pewnie dlatego jestem wiernym czytelnikiem „autorów niepokornych”, jak skromnie swych publicystów nazywa „Uważam Rze”, dlatego od ponad roku mój ulubiony dzień tygodnia to środa, gdy wychodzi świeża „Gazeta Polska”, dlatego gdybym pasjami słuchał jakiegoś radia, niechybnie byłoby to radio z Torunia.

Teraz jednak w moich rękach znalazło się dziwactwo apolityczne, skrawek „Gazety Stołecznej” sprzed lat sześciu, z rubryki nekrologi i wspomnienia, której jestem miłośnikiem.

Skrawek ten pieczołowicie przechowywałem, aż dojrzałem, by się nim podzielić: „Pamięć moja sięga wielu lat wstecz. Wspomaga ją lektura, cofa do początków wieku XX, kiedy nie było jeszcze mowy o przyjacielu Staffa Witoldzie Kozłowskim”.

Pisze to, rzecz jasna, Kozłowski. Trzeba pewnej brawury, by tak sobie kadzić we wspomnieniu o kimś innym, ale autor w kolejnych akapitach udowadnia, że taka brawura to jego żywioł:

„Uwielbiałem wiersze Staffa. Ten fakt docierał do moich kolegów z tajnej polonistyki, m.in. do Jurka Pelca, który w tomie «Z dziejów podziemnego UW» pisze o mnie: «U Krzyżanowskiego studiował Witold Kozłowski, wielbiciel Staffa, stawiający pierwsze poetyckie kroki». Tak, nazwisko mojego mistrza i profesora nie może być pominięte we wspomnieniu o Leopoldzie Staffie. To On zjawił się u mnie pewnego dnia 1940 r. - Przeczytałem pańskie poezje. Wspaniałe. Czy nie zechciałby pan poznać Staffa?”

Od tej chwili spotkanie poetów było nieuniknione. Kozłowskiego, choć od swego mistrza Krzyżanowskiego usłyszał - i się z nami tym podzielił - że jego poezje są wspaniałe, wciąż podgryzał czerw wątpliwości. Staff tego czerwia utłukł:

„Żona poety otworzyła drzwi, przywitała, ale rozmowa poetów toczyła się w cztery oczy. Staff powiedział kilka zdań, które zadziwiły mnie i ośmieliły. Dotąd nie cieszyła się moja poezja wielkim uznaniem. Cenił ją chyba tylko Tadek Gajcy. Tak więc pierwsze spotkanie ze Staffem przyczyniło się do dalszego rozwoju mojej twórczości. Przeczytawszy nie tylko wiersze dostarczone Mu przez profesora, ale także zamieniwszy się w słuch, kiedy recytowałem nowe utwory, powiedział: - Panie Witoldzie, chciałem panu wręczyć symboliczny laur poetycki, ale nie wręczę, bo już pan go posiada”.

Gdyby ktoś przegapił subtelną wzmiankę o Gajcym, Kozłowski sprytnie przemycił do wspomnienia o Staffie jeszcze jednego miłośnika swej twórczości:

„Na początku XX w. młody poeta Julian Tuwim wysyłał do Staffa utwory poetyckie i oczekiwał z drżeniem na jego sąd. Po latach moją działalność pobłogosławili Leopold Staff, a później Julian Tuwim. Dla poety ważna jest aprobata jego poczynań w dziedzinie słowa wyrażona przez wielkich poetów. Jestem im wdzięczny, bo dzięki nim rozwinąłem skrzydła twórczości, ale jeszcze bardziej się cieszę, kiedy moje wiersze recytowane przez młodzież przychylnie przyjmują ich rówieśnicy.

Notka jest, jak pisałem, dla czytelników zdziwaczałych, ale chciałbym ją na koniec zadedykować godnemu następcy Kozłowskiego, Michałowi Karnowskiemu, który tak pięknie napisał o swym ostatnim wywiadzie:

„Wywiad wart będzie jeszcze szerszego omówienia. Ale naprawdę proszę - przeczytajcie go Państwo w całości. Jest to ważny tekst!”

18:07, wojciech.szacki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 marca 2011
P(iS)rofesjonalizm

Adama Hofmana, posła i rzecznika PiS poprosiłem o komentarz do sondażu o preferencjach partyjnych młodzieży. Na twitterze odpisał, że odniesie się do sondażu w tekście o młodych.

No i się odniósł. - W „Gazecie Wyborczej” W. Szacki podpiera tę tezę sondażem na grupie 19-26-latków (nie uwzględnia tych, którzy wchodzą w bezrobocie po studiach, według naszych badań w grupie 25-35 PO traci najbardziej) kabaretowymi teoriami prof. Radosława Markowskiego o filmach z teorią spiskową w tle”.

Mniejsza, że to zdanie kuleje stylistycznie, mniejsza, czy teorie prof. Markowskiego są kabaretowe; istotne, że prof. Markowski w moim tekście nie występuje. Nic a nic, zero prof. Markowskiego.

Nie podejrzewam Hofmana o złą wolę (ja bym się nią popisał, wstawiając do tej notki zdanie „A. Hofman podpiera swą tezę autorytetem Marksa i Engelsa”), skłaniałbym się raczej do tezy, że rzecznikowi PiS wszystko się pomieszało. Polemizował z jednym tekstem, ale zmiksował to z innym i wyszło, jak wyszło. Ot, P(iS)rofesjonalizm.

18:18, wojciech.szacki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 marca 2011
Duet: jasnowidz i prezes PAN w SE

SuperExpress na czolowce daje jasnowidza, ponoc najwybitniejszego na swiecie, który przewiduje same plagi (wojne, trzesienie ziemi, rozpad Unii, rzady PiS-SLD), a pare stron stron dalej - wywiad z prezesem Polskiej Akademii Nauk, który uwiarygodnia brukowiec. Gratulacje, profesorze Kleiber!

13:09, wojciech.szacki
Link Komentarze (1) »
środa, 17 listopada 2010
Jaka nazwa dla Joanny Kluzik-Rostkowskiej & company

Polska jest najważniejsza nie jest najszczęśliwszą nazwą dla nowej partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Jeśli ona i jej zwolennicy mają być odwrotnością PiS, niech się nazwą SiP, co można rozpisać jako Skrzywdzeni i Poniżeni...

16:36, wojciech.szacki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 października 2010
Kaczyński pod Trybunał?

Nie wiem czemu, ale rozsądni zazwyczaj ludzie ten rozsądek tracą, gdy słyszą „Jarosław Kaczyński”. Prof. Marcin Król najpierw w Tok FM, potem w „Super Expressie” - przy biernej postawie dziennikarzy - oznajmił, że Kaczyńskiego należy postawić przed Trybunałem Stanu za podważanie demokracji.

Można mieć różne poglądy i snuć różne, nawet najbardziej absurdalne analogie (jak prof. Michał Głowiński czy Tomasz Wołek, którym sytuacja kojarzy się z latami 30.).

Ale, jak sądzę, warto jednak czasem zajrzeć do konstytucji. A ta nie przewiduje możliwości postawienia posła przed Trybunałem Stanu - z wyjątkiem złamania zakazu  prowadzenia działalności gospodarczej z osiąganiem korzyści z majątku Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego. A chyba nie o ten przypadek chodziło prof. Królowi.

Krytykujmy, bo jest za co, bo tego za co jest ogromnie dużo, ale krytykujmy z głową.

12:43, wojciech.szacki
Link Komentarze (3) »
środa, 13 października 2010
Pseudomorfoza...

Piotr Gursztyn z „Rzeczpospolitej” poświęcił mi tekst, gdzie wyzwał mnie od „funkcjonariuszy”, „postaci mikrego formatu” i „tworów, które najłatwiej podsumować określeniem <<pseudomorfoza>>”.

Nie odpowiem Gursztynowi w równie wyrafinowanym stylu. Wcale nie mam ochoty odpowiadać, a robię to tylko dlatego, że Gursztyn tak się skupił na machaniu cepem, że nie nawiązał nawet luźnego kontaktu z faktami. Więc je przypominam.

1) Marek Migalski wysłał mi sms o swym konkursie „Hip hop o Katyniu”: - Zrobiłem coś naprawdę fajnego, proszę o nagłośnienie sprawy. Gursztyn uznał, że cytując ten sms naruszyłem regułę „off the record”. To nieprawda. Marek Migalski - osoba publiczna - poinformował dziennikarza o swej publicznej działalności i nie zastrzegł, że robi to na „offie”.

„Off” jest „offem” na prośbę polityka - lub wynika wyraźnie z kontekstu. Pan Migalski jakiś czas temu w innej sprawie zastrzegł, żeby jego sms potraktować jako „off”, co naturalnie uszanowałem.

2) Istotą rzeczy nie jest sms Migalskiego, lecz jego wyjątkowa nawet jak na polityka żądza zaistnienia. Najbardziej żenujący cytat z Migalskiego nie pochodzi z jego smsa, lecz z notki na blogu (ciekawe czy Gursztyn pozwala cytować blog): „Prawdziwymi zwycięzcami tego konkursu będą ci, którzy zginęli w smoleńskim lesie. Bo pamięć o nich nie zaginie”. Wsłuchajmy się w europosła: pan Migalski uważa, że częstochowskie rymy - zwyciężył kawałek z refrenem „Ten lot to wielka strata, tak jak brat traci brata” - uczynią z tych co zginęli zwycięzców jego konkursu.

3) Nie odpowiada mi - fanowi rapu od połowy lat 90. - zbitka „Hip hop o Katyniu”. Nic na to poradzę, taką mam wrażliwość.

4) - Gazeta, której nie jest wszystko jedno, nie jest ślepa. Wszystko widzi, ale ma cel - zniszczyć takich jak Migalski - pisze Gursztyn. „Zniszczenie” Migalskiego, które tak podnieciło Gursztyna to mikroskopijny felieton, z którego większość to cytaty z Migalskiego; doszło więc raczej do samozniszczenia. Cóż, są ludzie, których cytowanie źle się dla nich kończy. To zresztą łączy Migalskiego z jego obrońcą z „Rz”.

15:14, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19