Tu piszę o polityce i innych takich - Wojciech Szacki
Skopiuj CSS
piątek, 18 maja 2012
Wsiąść do pociągu

Donald Tusk wczoraj fruwał nad autostradą w budowie, jego fotograf to opstrykał, a rzecznik wrzucił do sieci i proszę - już dziś się okazało, że całkiem prawdopodobne, że droga ta lada dzień będzie nie tylko przelotowa jak wczoraj, lecz i przejezdna.
Dla tak niesamowitych efektów - nie mamy wszak wątpliwości, że gdyby cień samolotu premiera nie padł na robotników, żadnej A2 do Warszawy by nie było - warto było znieść docinki malkontentów, że styl Gierka, że gospodarska wizyta, że śmiesznie.
I pan premier na fali tego sukcesu popłynął dalej; ściślej nie tyle popłynął, ile pojechał pociągiem, wciąż na bieżąco uwieczniany w internecie przez swe służby prasowe.
Możemy więc podziwiać Tuska na zmodernizowanym dworcu w Poznaniu w wielu odsłonach: na schodach ruchomych, na schodach zwykłych, na peronie, przy kasie biletowej, w pociągu przed przedziałem, w przedziale. Na wielu zdjęciach towarzyszy mu świta facetów w czerni, z których jeden co rusz coś premierowi pokazuje. Wygląda to wszystko bardzo naturalnie, każdy z nas wyniósł podobne wspomnienia z podróży polskimi kolejami, a wspólne przeżycia zbliżają.
Fajnie jest poczuć, że premier - sam premier! - tak dogląda Polski, jej stacji kolejowych i autostrad, jak dobry gospodarz dogląda swego domu. Tam Macierewicz bredzi o wojnie z Rosją, a tu Tusk spokojnie ruchome schody testuje! Tam Kaczyński o sieci, układzie i establishmencie, a tu Tusk bilet kupuje i do pociągu wsiada! Tam lud smoleński o zamachu krzyczy, a tu zwykli Polacy z premierem podróżują!
Pomysł - zawieszam na chwilę ironię - całkiem dobry, Polska istotnie na Euro pięknieje i to warto rządowi oddać, tylko to siermiężne wykonanie... Premier musi sobie bilet dla pokazuchy kupować? I to drugiej, jak słyszę, klasy?
Czy to się podoba? Niektórym tak, wystarczy zerknąć do sieci. - Brawo! I pomimo ciągłego obrzydzania rzeczywistości, wielu Polaków chce być dumnych ze swojego kraju! - pisze internauta o podróży premiera. Mało może reprezentatywny, bo wiceszef kancelarii premiera Adam Jasser, ale musiałem sięgnąć po jego tweet, gdyż innej pochwały wycieczki premiera nie odnalazłem.


15:15, wojciech.szacki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 maja 2012
Wniebowzięci

Sfora szyderców rzuciła się na Donalda Tuska tylko dlatego, że polatał sobie z ministrem Nowakiem nad placem budowy autostrady A2, a jego rzecznik wrzucił zdjęcia latającego premiera na twittera.

Złośliwcy mają używanie, bo autostrada nad którą fruwał Tusk miała powstać, ale raczej nie powstanie przed Euro 2012, a jeśli nawet powstanie, to nie będzie gotowa tak po prostu, jak u ludzi, lecz „przejezdna” i będzie można nią jechać 80 km na godzinę. Słusznie skądinąd, bo przy tej prędkości zużywa się najmniej paliwa, a stacji benzynowych oczywiście nie będzie, a poza tym nie jest roztropnie rozpędzać się na placu budowy.

Internet zatrząsł się od, podkreślmy prymitywnych, żartów z premiera. - ABW powinno wszcząć postępowanie ws. dywersji i działania na szkodę wizerunku szefa rządu w jego najbliższym otoczeniu - pisze jeden dowcipniś, szydząc z nieudolnego pijaru premiera; drugi zmiksował oblot Tuska z naszym hymnem na Euro: „Koko, koko, kwa, kwa, kwa, premier lata nad A2”. Komuś nasz premier skojarzył się z Gierkiem, ktoś drwiąco zażyczył sobie, żeby Tusk pofrunął jeszcze nad drugą linią warszawskiego metra.

Ale co tu śmiesznego? Publikacja zdjęć pokazuje, jak transparentny jest nasz rząd. A jak miał podróżować Tusk, skoro drogi nie ma i samochody odpadają? Poza tym człowiek musi sobie czasem polatać. I co złego jest w gospodarskiej wizycie? Pańskie oko A2 tuczy. Serce rośnie, jak czytam relację z budowy A2 na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad: „Wykonawca pracuje 7 dni w tygodniu przez 24 h na dobę. Dzięki temu zaawansowanie w układaniu poszczególnych warstw bitumicznych już na początku tego tygodnia przekroczyło 80 proc. Tuż po oddaniu do ruchu wiaduktu w Wiskitkach zaczną się prace nad uciągleniem warstw bitumicznych autostrady pod tym obiektem”. A jak już będzie uciąglenie, to zostanie tylko dopracowanie choreografii dla koparek przed tradycyjnym ich baletem na otwarcie autostrady.



15:35, wojciech.szacki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012
Jeszcze o Niesiołowskim

Zdanie o dziennikarskich kompetencjach Ewy Stankiewicz mam wyrobione, ale jest to moje prywatne zdanie, żadna instytucja, skądinąd szczęśliwie, nie metkuje dziennikarzy i nie ostemplowała pani Stankiewicz jako miernej, za to oddanej propagandystki służącej prawicy w ogólności a PiS-owi w szczególności, co dawałoby innym politykom prawo do jej lżenia.

Pani Stankiewicz mogła zatem do woli filmować Stefana Niesiołowskiego; był osobą publiczną w miejscu pracy. Pan Niesiołowski mógł, jak zazwyczaj robi to Jarosław Kaczyński, zrobić obrażoną minę i milczeć. Wybrał co innego, a może po prostu nie potrafił się opanować.

Jego reakcja go skompromitowała i żadne intelektualne wygibasy w jego obronie tego nie zmienią. Polityk nie może do kamery krzyczeć „won stąd”, koniec i kropka.

Jak ktoś nie chce mieć do czynienia z ludźmi pokroju pani Stankiewicz, to ja go oczywiście rozumiem, ale nie powinien pchać się do polityki.

Zachowanie Niesiołowskiego, poza tym, że złe, było w dodatku niemądre. Jak zauważył Paweł Wroński, Niesiołowski idealnie zagrał powierzoną mu przez Stankiewicz rolę.

Zostają didaskalia. Ci, którzy dziś słusznie krzyczą na polityka Platformy, nie byli tak głośno, gdy polityk bardziej przez nich lubiany porównywał „Gazetę” do stalinowskiej „Trybuny Ludu” i insynuował, że niektóre stacje radiowe nadają to co nadają, bo są niemieckie. Był też prezydent, co pokrzykiwał na Monikę Olejnik.

Oczywiście ciekawe jest też to, że to akurat polityk PiS składa doniesienie o napaści na panią Stankiewicz, co tylko potwierdza opinię o niezależności tej pani.



16:13, wojciech.szacki
Link Komentarze (5) »
wtorek, 03 kwietnia 2012
Pogrzeb w tabelkach

Niewiele wymagam od autorów niepokornych z „Uważam Rze”, a i tak za dużo, co znakomicie pokazuje tekst Krzysztofa Feusetta „Cztery lata i pogrzeb” (ha, ha, ha, co za zabawny tytuł) z aktualnego wydania „Urze”.

Feusettowi chodzi o to, że po podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat mężczyźni będą pobierali emeryturę statystycznie przez tytułowe cztery lata, a potem czeka ich tytułowy pogrzeb. Wyliczenia te Feusette wziął z tabelki o przewidywanej długości życia w Polsce.

Istotnie, mężczyźni żyją średnio 71 lat i na tym sukcesy Feusetta się kończą, bo tekst swój oparł nie na tej tabelce co trzeba. Otóż gdy się sięgnie do właściwych danych, sprawy mają się inaczej.

Statystyczny męski noworodek ma przed sobą nieco ponad 71 lat życia.

Statystyczny 60-latek ma przed sobą, uwaga, panie Feusette, 18 lat życia. Czyli na emeryturze - po reformie - spędzi lat 11.

Statystyczny 75-latek statystycznie pożyje jeszcze lat 9, a więc emeryturę będzie pobierał lat 17.

Te zrozumiałe dla szóstoklasisty wyliczenia grzebią Feusetta razem z jego tekstem i jego efekciarskim tytułem. Niepokorność rzecz cenna, ale w kombinacji z funkcjonalnym analfabetyzmem - śmieszna.

 

PS Ciekawy głos od czytelnika - według logiki pana F. w latach 60. zaden mezczyzna nie dozylby pierwszej emerytury ;), bo srednia dlugosc zycia byla ponizej 65 lat



13:07, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 marca 2012
Szczerość prof. Środy

Tydzień wprawdzie jeszcze trwa, ale bardziej niemądrego tekstu już się nie spodziewam, zwłaszcza, że obfite źródła tychże tekstów - Uważam Rze i Gazeta Polska - już się ukazały, jak zwykle przynosząc niemało radości, jednak tym razem głupotę tygodnia popełniła prof. Magdalena Środa, której oddaję głos:

„Redaktorka Agata Nowakowska krytykuje manifę za niewłaściwy dobór haseł i celów. A ja - czytając jej wyważoną krytykę - pomyślałam sobie, o ile byłybyśmy do przodu z realizacją wielu kobiecych postulatów, gdyby niektóre dziennikarki wsparły je chociażby poprzez milczenie. Obiektywizm i krytycyzm to ważna rzecz, ale solidarność czasem też”.

Czyli - postuluje pani profesor (profesorka? profesora?) - jak się coś nie podoba, gdy coś nie wyszło, to wypada to przemilczeć, jeśli oczywiście dzieje się to na naszym podwórku. Jest to mądrość rodem z piosenki Młynarskiego o szkoleniu kamerzystów, niepamiętającym przypominam:

Przyjdzie garstka, lecz ja wierzę,
Że zrobicie z niej w kamerze
Spory pochód! Uśmiechnięty! Tryumfalny!

Źle się zresztą na wstępie wyraziłem, tekst prof. Środy nie jest taki głupi jak wygląda. Jest natomiast przesadnie szczery, a dzięki temu pięknie pokazuje, jak ideologia zaślepia nawet inteligentnych wydawałoby się ludzi.



16:30, wojciech.szacki
Link Komentarze (4) »
środa, 07 marca 2012
„Rzepy” przepis na niby-polemikę

„Rzepy” przepis na niby-polemikę

Dominikowi Zdortowi

„Rzeczpospolita” kultywuje osobliwy zwyczaj niby-polemiki czy też postpolemiki. Ta odmiana w wielu szczegółach różni się od polemiki tradycyjnej i warto te szczegóły pokrótce przypomnieć na kanwie klasyka gatunku, odpowiedzi Dominika Zdorta na mój tekst.

A więc po pierwsze, w niby-polemice a’la „Rz” starannie unika się deklaracji, z kim się niby-polemizuje. Na wszelki wypadek - żadnych nazwisk. Tylko ogólny adres: Według „Gazety Wyborczej” - bo to o niej mowa... Gdy już w żaden sposób nie da się uniknąć nazwisk, dodaje się do nich słówko „niejaki” lub „funkcjonariusz”.

Po drugie, równie starannie unika się cytowania tekstu, z którym się niby-polemizuje. Nie podaje się także linku do niego, żeby przypadkiem czytelnicy „Rz” nie uznali, że autor niby-polemiki błądzi jak tupolew we mgle.

Po trzecie, warto mętnie zasugerować, że autor tekstu, z którym się niby-polemizuje, napisał coś, czego nie napisał, a następnie mu to z triumfem wytknąć. Jest to metoda sprytna i zarazem niezawodna. Według „Gazety Wyborczej” wypominanie niedociągnięć gabinetu Tuska w kontekście wypadku pod Szczekocinami jest… nieetyczne - pisze niby-polemista, co wynika albo ze złej woli, albo z nieumiejętności czytania ze zrozumieniem. Inne teksty Zdorta wskazują raczej na tę drugą możliwość. Otóż nigdzie nie napisałem, że rządowi Tuska nie powinno się wypominać niedociągnięć, nieobca jest mi zasada odpowiedzialności politycznej (Klich powinien pożegnać się z MON po CASA), napisałem natomiast, że nikczemne jest pisanie w stylu „rządy Tuska spływają krwią”, podobnie jak nikczemne byłoby pisanie, że rządy Kaczyńskiego spływały krwią ofiar wypadków drogowych.

Po czwarte, nieodzowną pointą niby-polemiki jest obelga: Dziennikarz, który tego nie rozumie, minął się z powołaniem. Być może powinien wybrać pracę w biurze prasowym rządu. Tekst powinien kończyć się mocnym akcentem.

Gotowy tekst niby-polemiki ląduje najpierw na stronie internetowej „Rz”, a potem na drugiej stronie tej gazety, a Dominik Zdort zdobywa sprawność niby-polemisty, czego mu szczerze gratuluję.



17:41, wojciech.szacki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2012
Zapomniany apel

Trochę z okazji Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych przypominam - zwłaszcza największym miłośnikom Gazety pewien tekst:

„Ponad trzy lata upłynęły od chwili, gdy Polska wyzwoliła się spod systemu, który zezwalał na bezprawie i zbrodnie popełniane w interesie "socjalizmu" i zaborczego mocarstwa. W ciągu 45 lat Polski Ludowej, a zwłaszcza w latach krwawego terroru stalinowskiego, setki tysięcy niewinnych ludzi było uwięzionych, poddawanych torturom albo straconych. Większość z nich stanowili zasłużeni żołnierze Polski Podziemnej walczącej z okupantem niemieckim, żołnierze i oficerowie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz ci, którzy uznali za swój patriotyczny obowiązek stawianie oporu okupantowi sowieckiemu i jego polskim wasalom.

Zbrodniarzy hitlerowskich spotkała po wojnie zasłużona kara. Po dziś dzień trwają poszukiwania tych nielicznych, którzy zdołali się ukryć. Władze Rzeczypospolitej słusznie zabiegają o ujawnienie sprawców ludobójstwa w Katyniu i innych zbrodni popełnionych przez Związek Sowiecki na ludności polskiej.

Natomiast ani jeden polski sprawca zbrodni na Polakach nie stanął dotychczas przed sądem i nie doczekał się wymiaru sprawiedliwości lub chociażby tylko publicznego potępienia. Istnieją różne, niepełne listy ofiar bezpieki - ludzi niewinnie uwięzionych albo straconych, a następnie zrehabilitowanych lub nie.

Nie ma jednak dotychczas żadnej listy prokuratorów, sędziów, oprawców Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, na których spada odpowiedzialność za zbrodnie dokonywane w majestacie ówczesnego "prawa", aczkolwiek nazwiska wielu z nich znane są z protokołów śledczych, aktów oskarżenia, dokumentów sądowych i wyroków, protokołów egzekucji, zaś inni tkwią w pamięci żyjących ofiar terroru komunistycznego.

Żyjący dotąd niektórzy ze sprawców tych zbrodni nie tylko cieszą się bezkarnością, ale pobierają wysokie emerytury, zajmują luksusowe mieszkania, nadal korzystają z dawnych przywilejów.

Od dłuższego czasu prowadzone są dochodzenia w 374 sprawach, z których 293 stanowią zbrodnie popełnione w latach stalinowskich. Dochodzenia te objęły 26 wyższych oficerów dawnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Pomimo upływu czasu prokuratura nie wniosła dotychczas do sądu żadnego oskarżenia, nawet przeciwko najbardziej znanym mordercom sądowym i funkcjonariuszom bezpieki SB.

Prezes Sądu Najwyższego, profesor Adam Strzembosz i dyrektor generalny Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu - Inst. Pamięci Narodowej, senator RP Ryszard Juszkiewicz dali na łamach prasy wyraz swojej bezsilności. Dowiadujemy się, że struktury prawne państwa polskiego są nieadekwatne, a Główna Komisja nie posiada dostatecznych środków nie tylko na zatrudnienie potrzebnego personelu, ale i na korespondencję niezbędną dla uzyskania relacji świadków i prowadzenia dochodzeń.

Przewodniczący Komisji skarży się, że pracownicy organów sprawiedliwości wykazują bierność, opieszałość i brak inicjatywy. Przywrócenie w Polsce właściwego sensu pojęciom winy i zasługi nie przeniknęło jeszcze do świadomości wszystkich dawnych sędziów i prokuratorów, pełniących dzisiaj obowiązki w zmienionej rzeczywistości.

W ramach tego listu nie sposób jest wymienić wszystkich przypadków bezkarności przestępców stalinowskich. Pamiętając o tysiącach spraw, ograniczamy się do trzech tylko przykładów, urastających do wymiaru symbolu.

Pierwsza sprawa - symbol: Generał AUGUST EMIL FIELDORF - "Nil". Odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari za czyny bojowe w walkach Pierwszej Brygady Józefa Piłsudskiego, czterokrotnie Krzyżem Walecznych za udział w wojnie z bolszewikami, Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari za walkę z okupantem niemieckim, organizator i dowódca legendarnego Kedywu (Kierownictwo Dywersji KG Armii Krajowej) wsławionego zamachami na Kutscherę, Krugera i wykonywaniem wyroków na katach gestapo, wysadzaniem mostów i torów kolejowych, odbijaniem więźniów i setkami innych akcji bojowych - skazany został w 1952 roku na karę śmierci jako zbrodniarz wojenny współpracujący z okupantem hitlerowskim.

Jeden z największych bohaterów walk o niepodległość skonał na szubienicy w więzieniu mokotowskim 24 lutego 1953 roku. Został pośmiertnie w pełni zrehabilitowany dopiero w 1989 roku. Tym samym wyrok na niego uznano za sądowe morderstwo.

Śledztwo przeciwko gen. Fieldorfowi prowadził oficer UB Kazimierz Górski, oskarżał prokurator Benjamin Wajsblech, wyrok [kara śmierci] wydała sędzia Maria Gurowska i ławnicy Michał Szymański i Bolesław Malinowski. Wyrok zatwierdził Sąd Najwyższy w składzie: Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrejew z oskarżycielem [Paulina Kernowa], stwierdzając, że skazany na łaskę nie zasługuje. Maria Gurowska, jako przewodnicząca sądu, który wydał wyrok, wystąpiła z wnioskiem przeciwko zastosowaniu prawa łaski. Nadzór nad przeprowadzeniem egzekucji Generała sprawował prokurator Witold Gatner.

Prokuratura RP nie wniosła dotychczas aktu oskarżenia przeciwko komukolwiek z wyżej wymienionych. Wiadomo, że spośród żyjących i zamieszkałych w kraju, Maria Gurowska, były dyrektor departamentu Ministerstwa Sprawiedliwości PRL, otrzymuje rentę dla zasłużonych; gen. Andrejew, emerytowany profesor prawa karnego Uniwersytetu Warszawskiego, mieszka w Warszawie i pobiera wysoką rentę; prokurator Witold Gatner jest, albo do niedawna był, szefem radców prawnych ,Agros' s-ka w Warszawie.

Druga sprawa - symbol: Rotmistrz WITOLD PILECKI. Celowo dał się on zagarnąć w niemieckiej obławie ulicznej, aby przedostać się do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie stworzył i kierował podziemną organizacją wojskową, która skupiała około trzech tysięcy więźniów. Uniknął śmierci uciekając z obozu w 1943 r. W Powstaniu Warszawskim był dowódcą kompanii w Batalionie Chrobry II. Po uwolnieniu z obozu jenieckiego przebywał w II Korpusie, skąd powrócił do Kraju w 1947 r.

W r. 1948 Pilecki, aresztowany przez UB i torturowany w śledztwie, został przez sąd rejonowy w Warszawie w składzie: ppłk Jan Hryckowian, kpt. Józef Badecki i kpt. Stefan Nowacki, skazany w dn. 15.3.1948 r. na karę śmierci. Oskarżycielem był mjr Czesław Łapiński. Wyrok, zatwierdzony przez Najwyższy Sąd Wojskowy (płk Kazimierz Drohomirecki, ppłk Roman Kryże, mjr Leo Hochberg), wykonany w dn. 25 maja 1948 r.

Trzecia sprawa - symbol: Porucznik JAN RODOWICZ - "Anoda". Instruktor harcerski w Szarych Szeregach, żołnierz Batalionu "Zośka", uczestnik akcji pod Arsenałem, akcji "Wilanów", akcji "Pogorzel", operacji "Jula", w Powstaniu Warszawskim odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari.

Aresztowany 24 grudnia 1948 r., zginął wkrótce potem w budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej w Warszawie. Pisma skierowane w 1991 r. przez jego towarzyszy broni do Ministra Spraw Wewnętrznych z prośbą o ustalenie daty i okoliczności śmierci Rodowicza spotkały się z odpowiedzią, że w Archiwum Służby Sprawiedliwości MON nie ma dokumentów dotyczących Jana Rodowicza.

Nic nie wiadomo, żeby wdrożone zostały dochodzenia lub chociażby poszukiwania dokumentów w sprawie zamordowania jednego z najbardziej bohaterskich żołnierzy Szarych Szeregów i Kedywu. Nazwiska funkcjonariuszy UB związanych z tą sprawą pozostają nieznane.

W obliczu wymowy tych i licznych podobnych faktów uważamy za swój moralny obowiązek upomnieć się o sprawiedliwość i prawdę. Nikt nie może uzurpować sobie prawa wybaczania przestępcom i skazywania na niepamięć ich ofiar. W praworządnym państwie wyroki uniewinniające wydawać mogą tylko sądy, a prawo łaski przysługuje wyłącznie Głowie Państwa. Przebaczanie w duchu chrześcijańskim nigdy nie było równoznaczne z bezkarnością przestępców.

Kierujemy się głęboką troską o to, aby wobec tej bezkarności zbrodnie przeciwko narodowi nie znalazły w przyszłości naśladowców.

Apelujemy do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Premiera, Ministra Sprawiedliwości oraz Posłów i Senatorów Rzeczypospolitej o podjęcie w najkrótszym czasie następujących kroków:

1/ Uchwalenie w trybie przyspieszonym już istniejącego projektu ustawy, która stworzyłaby jasne ramy prawne, pozwalające na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sprawców zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, popełnionych w okresie Polski Ludowej.

2/ Powołanie Trybunału Nadzwyczajnego dla rozpatrzenia tych spraw lub co najmniej odsunięcie od ich prowadzenia tych pracowników sprawiedliwości z okresu PRL, którzy obecnie przez swoją opieszałość i bierność opóźniają lub wręcz uniemożliwiają ściganie tych przestępstw.

3/ Wyposażenie [Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu - [Inst. Pamięci Narodowej] w pełnomocnictwa i środki dostateczne dla przeprowadzenia poszukiwań i studiów oraz zbierania materiałów dowodowych.

4/ Opracowanie i podanie do wiadomości publicznej imiennego spisu funkcjonariuszy UB, prokuratorów i sędziów, którzy prowadzili bestialskie śledztwa, oskarżali i wydawali wyroki, uznane później za bezpodstawne.

5/ Upamiętnienie nazwisk i zasług ludzi niewinnie straconych czy zamordowanych oraz ustalenie w granicach możliwości dat i miejsc ich kaźni oraz ich grobów.

Przyszłość Polski wymaga, aby pokolenia, które nie doświadczyły na sobie zbrodni i nieszczęść, jakie w niedawnej przeszłości spadły na nasz kraj, poznały prawdę historyczną, która tak długo była fałszowana i ukrywana, by zachowały w swojej świadomości poczucie sprawiedliwości oraz pamięć o straconych i wymordowanych, często bezimiennych, bojownikach o niepodległość”.

Podpisali:

Edmund Banasikowski, ps. "Jeż", VM*, AK - "Wachlarz" i Okręg Wileński; USA

Władysław Bartoszewski, ps. "Teofil", AK - Akcja "Żegota"; historyk, pisarz, ambasador RP w Austrii;

doc. dr hab. Stanisław Broniewski, ps. "Orsza", VM, AK, Naczelnik "Szarych Szeregów", Warszawa;

Alina Czerniakowska, reżyser filmowy, autor filmu dokumentalnego o gen. Emilu A. Fieldorfie; Warszawa;

prof. dr Tadeusz Gierymski, ps. "Konrad", VM, AK, "Zgrupowanie Radosław"; psycholog, USA;

prof. dr hab. Aleksander Gieysztor, ps. "Borodzicz", AK - Szef Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy KG AK; Warszawa;

Stanisław Jankowski, ps. "Agaton", VM, AK, cichociemny, adiutant Naczelnego Wodza, gen. Tadeusza Komorowskiego "Bora", inż. architekt, Warszawa;

Lucjan Kindlein, ps. "Lucjan", Londyn

Andrzej Kobos, fizyk, historyk, Kanada;

Zofia Korbońska, AK, Kierownictwo Walki Cywilnej; Waszyngton;

Henryk Kozłowski, ps. "Kmita", AK, Kedyw KG AK, Batalion "Zośka", NIE, DSZ, Kanada;

Andrzej Krzysztof Kunert, historyk, badacz dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, Prezes Fundacji Archiwum Polski Podziemnej 1939-1956, Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, Warszawa;

dr Kazimierz Leski, ps. "Bradl", VM, AK, Oddział II Komendy Głównej AK, Warszawa;

Janina Lutyk Zapadko Mirski, ps. "Scarlett", AK, Kedyw KG AK, Batalion "Parasol", Waszyngton;

Michał Mandziara, ps. "Siwy", VM, AK Okręg Kielce, Szef Sztabu 2 Dywizji AK, Londyn;

dr Marek Ney-Krwawicz, historyk, badacz dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, Warszawa;

Jan Nowak-Jeziorański, ps. "Janek", AK, Akcja "N", "Zagroda", cichociemny; publicysta, USA;

Adolf Pilch, ps. "Dolina" i "Góra", VM, AK, cichociemny, D-ca Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, Okręg Nowogródzki, Londyn;

Andrzej Pomian (Sałaciński AK, p.o. Szefa Wydziału Polskiego BIP KG AK; historyk; Waszyngton;

Andrzej Przewoźnik, historyk, badacz dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, Kraków;

Zdzisław Radomski, lotnik, PAF-RAF; Kanada;

Jacek Snopkiewicz, dziennikarz, publicysta, autor prac poświęconych aparatowi terroru w latach 1944-1956; Warszawa;

prof. dr hab. Tomasz Strzembosz, historyk, badacz dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, Warszawa;

prof. dr hab. Tomasz Szarota, historyk, badacz dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, Warszawa;

dr Andrzej Wolski, ps. "Jur", AK, Kedyw KG AK, Batalion "Zośka", elektronik, Kanada;

prof. dr Tadeusz Wyrwa, ps. "Orlątko" i "Orlik", AK, 25 pp AK, historyk, pisarz, Francja;

Jerzy Zapadko Mirski, ps. "Mirski", VM, AK, Kedyw KG AK, Batalion "Parasol", Waszyngton;

prof. dr Janusz Zawodny, ps. "Miś", VM, AK, Zgrupowanie "Sosna", politolog, historyk zbrodni katyńskiej, USA;

Tadeusz Żenczykowski, ps. "Kowalik", VM, AK, Szef Akcji "N" w KG AK, historyk, Londyn.

 

PS Ten apel ukazał się w „Gazecie Wyborczej” w styczniu 1993 r.



15:32, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 września 2011
Głupoty tygodnia

Mój konkurs na najgłupszy tekst tygodnia był tajny. Uczestnicy nic o nim nie wiedzieli, choć pisali, jakby wiedzieli i bardzo zależało im na wygranej. Nie do pojęcia zresztą, ile można napisać o jednym cwanym, choć niezbyt mądrym członku jury niezbyt mądrego programu.

A oto mój wybór najgłupszych tekstów tygodnia:

Trzecie miejsce, ex aequo, zajmują bliźniacy mentalni - Sławomir Jastrzębowski (naczelny „Super Expressu”) za tekst „Czy redaktorów „Gazety Wyborczej” cieszą zwycięstwa szatana?” oraz pisujący w „Rzeczpospolitej” Krzysztof Feusette „Czym Bóg skrzywdził Was tak bardzo, że stajecie po stronie czciciela Szatana?”.

Na drugim miejscu zameldował się naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz za obnażenie koalicji biskupów z diabłem: „W sukurs zwolennikom prezydenta pospieszył SLD i hordy satanistów. Dołączyło do nich kilku biskupów. Nie wiem, co sobie załatwili, ale dzisiaj mają problem o wiele większy. Czy będą apelować o niewszczynanie protestów, gdy za nasze pieniądze, do naszych dzieci będzie przemawiać osoba pełniąca obowiązki rzecznika szatana?”.

A zwycięzcą został kandydat PiS na senatora Jan Żaryn, który tak oto broni prawa księży do popierania PiS: „Trudno by proboszczowie popierali satanistów lub te partie, które zezwalają na oddanie przestrzeni publicznej sługom szatana”.

PS Stanisława Żaryna, którego przez chwilę pomyliłem z Janem Żarynem - przepraszam.

Ten tydzień też zapowiada się interesująco. Choć ciężko będzie pokonać Michała Karnowskiego, który po raz n-ty napisał o psiej kupie we fladze. To już naprawdę wybitny specjalista od ekskrementów.

15:09, wojciech.szacki
Link Komentarze (4) »
sobota, 03 września 2011
Tygodnik wyborczy od Tuska do Kowala

Kampania w toku, liderzy pracują.

Donald Tusk we wtorek zmodyfikował pomysł z zieloną wyspą i na konferencji w Brukseli pokazał mail od Michała Boniego z mapą Polski (zieloną, a jakże) i zaznaczonym na niej wzrostem gospodarczym w drugim kwartale. Wyszło nowocześnie - bo mail - i młodzieżowo, bo był też emotikon oznaczający uśmiech. Megawypas, ziom! Choć złośliwi i tak mówili, że premier uciekł do Brukseli, żeby nie głosować za ministrem od dróg Cezarym Grabarczykiem, którego opozycja chciała odwołać.

Grzegorz Napieralski matkę wykorzystał w kampanii prezydenckiej, gdy zaprosił dziennikarzy na internetową z nią pogawędką w dniu mamy, w kampanii parlamentarnej przyszedł czas na córki. Szef SLD w środę ściągnął kamery do księgarni na kupno szkolnej wyprawki z okazji początku roku szkolnego (swoją drogą to szczęście, że kampania skończy się przed Wszystkich Świętych). Dziennikarze się kłębili, flesze błyskały, Napieralski brylował jak umiał. W zasadzie pełen sukces tego, jak to zgrabnie w SLD nazywają, eventu. Pech chciał, że dziewczynki przegrały z tremą i przestraszone tuliły się do taty. Przez ten detal cały event wziął w łeb i żeby nadrobić wizerunkowe straty Napieralski będzie musiał rozdać z milion jabłek.

Poczynania Waldemara Pawlaka najlepiej śledzić w TVP1, która, jak się okazało, PSL poświęca więcej czasu niż każdej innej partii.

A Jarosław Kaczyński? Jarosław Kaczyński w piątek całkiem już uwolnił się od działania tabletek, które brał w kampanii prezydenckiej i pod wpływem których powiedział "Dzisiaj warto używać tego słowa lewica, a nie postkomunizm", chwalił Gierka i czule potraktował Oleksego. Kaczyński zdrowy to co innego. - Niestety legalnie działają postkomuniści i nad tym boleję - powiedział ni w pięć, ni w dziewięć, bo komentując zbezczeszczenie pomnika w Jedwabnem.
Janusz Palikot dostał natomiast wsparcie Jerzego Urbana, co jest kolejnym ogniwem ewolucji wydawcy konserwatywnego "Ozonu".

A Paweł Kowal też coś dostał, mianowicie sondaż CBOS, z którego wynika, że większość Polaków go nie kojarzy. Tu 42 proc. Polaków może lekturę przerwać, pozostałym wyjaśniam, że Kowal to szef PJN. A co to jest PJN, to w razie potrzeby proszę wygooglać.

17:17, wojciech.szacki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lipca 2011
Karnowski vs Karnowski

Z zainteresowaniem śledzę braterską - co nie znaczy, że niezaciętą - rywalizację Michała i Jacka Karnowskiego o to, kto napisze jak najśmieszniejszy tekst w tonacji jak najbardziej serio.

Faworytem jest Michał, klasyk tego gatunku. Jego portret żelaznego kanclerza Jarosława Kaczyńskiego nadał nowy wymiar pojęciu dziennikarska wazelina.

Jacek kontratakował dopiero po latach. Ale jak! W tekście „Dziś runnerzy są panami Polski” kaście biegaczy...

Oni biegają, w nadziei że młodość może trwać wiecznie. A nawet w nadziei, że w wieku późnośrednim odmłodzą się na tyle, by na Paradzie nie wyróżniać się z tłumu młodych. Klasyczny przykład hybris - pychy, greckiego grzechu numer 1. Jak można tak ordynarnie rzucać wyzwanie boskim prawom?

... przeciwstawia siebie i innych, nielicznych niestety niezłomnych:

Dziś polską inteligencję jesteśmy my. Choćby było nas kilkoro. Choćbyśmy gnili na marginesie do końca świata. To nasz wolny wybór. Przecież w ich świecie moglibyśmy zrobić kariery. Moglibyśmy, gdyby nie kwestia smaku. Do trwania zachęca nas widok kolegów, co zgięli kolana i padli na twarz, dostając w zamian Magnezję.

OK., ale co to jest Magnezja? Czy chodzi o to, że biegacze piją magnez? A może chodzi o bitwę pod Magnezją? A może autorowi w uniesieniu magnezja pokićkała się z ambrozją?

W każdym razie Jacek postawił Michała w trudnej sytuacji. Wybrnął z niej jednak w pięknym stylu, sięgając po rekonstrukcję bitwy pod Grunwaldem:

Ale czy to na pewno cała męskość jaką można dziś dać światu? Jest coś zastanawiającego w tym jak chętnie przebieramy się w kostiumy historyczne by tam szukać przygody, odwagi, męskiego sprawdzenia się. Ale ilu z nas jest tam, gdzie wbrew dominującym nurtom (prawdziwa odwaga zawsze jest wbrew, niemal nigdy razem z wielkimi świata) trzeba zaryzykować? Kiedy kopią staruszki pod krzyżem? Prawdziwie męskiej przygody nie da się znaleźć będąc uległym na co dzień, a przebierając się od święta w historyczną maskę bohaterów. Znam kilka osób, które nie wyglądają na herosów, ale dzielnie stają, każdego dnia, pomimo szyderstw i utrudnień w pracy, w obronie wartości naszej kultury, tradycji, wiary i państwowości. Wiecie o kim mówię. Znam też kilka takich kobiet. Też wiecie o kim mówię. O tych ludziach myślałem przeglądając zdjęcia z Grunwaldu.

Ale coś mi mówi, że to nie wszystko, oni na tym nie poprzestaną. Jeśli potomni będą nam czegoś zazdrościli, to życia w erze Karnowskich.

11:17, wojciech.szacki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19